SONDA
Jak najlepiej przeprawić się przez Odrę?

Łódką dwuosobową
DZetą
Motorówką
Wpław
Kajakiem


1. Jeżeli nie chce Ci się czytać, albo znudzisz się tym przejdź od razu do punktu 2.
Zachęcam amatorów do spróbowania swoich sił. To naprawdę da się ukończyć a jaka później satysfakcja, że nie jest z nami jeszcze tak źle. Poniżej będę dawał swój przykład jako odzwierciedlający rzeczywistość w jakiej sam byłem na moim pierwszym rajdzie ekstremalnym w tym roku i zbierałem pierwsze doświadczenia. Kiedyś miałem do czynienia z amatorskim sportem ale od 20 lat prawie nic nie robię i jestem już trochę wiekowy.
Próbowałem od kilku lat wiele razy systematycznie zacząć biegać i co roku historia się powtarza - w lecie za gorąco, więc zaczynam przez kilka dni podczas jesieni i na tym kończę, bo stwierdzam: "po cholerę ja się męczę", a po za tym strasznie robi się zimno .... w zimie. Na wiosnę zanim się rozkręcę to znowu lato.
Dopiero kiedy przeczytałem o rajdzie ekstremalnym i o tym, że nie było tam wymagań posiadania specjalistycznego sprzętu alpinistycznego (bo chociaż się tego nie boję, to jednak na tym się nie znam) dostałem taki "pałer", że sam nie mogłem uwierzyć. Podszedłem jednak rozsądnie do zadania. Pomimo nadmiaru energii i chęci do treningów dbałem o to aby się jedynie rozruszać i powoli dokładać sobie dystansu. Miałem na to 2 miesiące. Musiałem pamiętać, że przez tak krótki okres czasu nie nadrobię 20 lat zaległości.
Mój bieg a raczej trucht w równym tempie odbywał się zazwyczaj co drugi dzień i pokonywałem ok. 3 km, później doszedłem do 6 km, a jeszcze później ze 3 razy dobiegałem do Jez. Głębokiego i z powrotem (ok. 15 km). Także trzy razy obiegłem (właściwie to "otruchtałem") jezioro (ok. 21 km). Przy czym stwierdziłem z przerażeniem, że przy dłuższym dystansie moim podstarzałym "gnatom" dokucza silny ból kolana.
Aż się bałem, że taka będzie przyczyna nieukończenia rajdu 24 godzinnego. Aby sobie pomóc kupiłem po raz pierwszy porządne obuwie sportowe do biegania. To był mój pierwszy namacalny sukces. Po pierwszym chodzeniu w nich (a raczej miękkim unoszeniu się i opadaniu) stwierdziłem, że byłem głupi chodząc do tej pory w tanich i paskudnych butach. Naprawdę szkoda zdrowia. Nigdy już nie zejdę na niższy poziom obuwia. Moje Adidasy były jednymi z najtańszych w tej, że tak powiem wyższej klasie. Kosztowały 230 zł (inne 2 razy tyle).
Wcześniej jeden raz w życiu przeszedłem na jakimś rajdzie ok. 30 km i to był mój rekord do tej pory. Teraz na rajdzie ekstremalnym mieliśmy dystans ponad 70 km i okazało się, że też da się przejść i to nawet z bolącym kolanem.
Zacząłem także jeździć nieco systematyczniej na rowerze. Przed zawodami jeździłem do pracy po 2,5 km i po pracy do domu, czasem po 10 - 20 km i kilka razy przejechałem dystanse 40 - 50 km . Muszę przyznać, że już na takiej odległości bolała pupa. Zdarzało mi się już w życiu jeździć po 100 km ale miałem na to cały dzień wycieczki. Obecnie na zawodach oprócz marszu 70 km przejechałem 130 km rowerem.
Można to zrobić, ponieważ kiedy nie walczy się o pierwsze miejsce to jest czas na umiarkowany wysiłek i odpoczynki wedle własnej woli.
Na rajdzie ruszyliśmy niezgodnie z naszym założeniem, czyli zbyt szybko i po 10 punktach kontrolnych mieliśmy ponad 5 godzin zapasu do ich zamknięcia. Wyszło nam to na zdrowie ale gdybyśmy sforsowali się ponad swoje siły to mogłoby być nie najlepiej. Mieliśmy czas aby chować się przed deszczem w kawiarniach i zajadać rybkę oraz popijać kawę i nie powiem co jeszcze .... . To opóźniło nam nieco czas.
Popełniliśmy jednak inne istotne błędy (o czym w pkt. 2). Ale naszym celem było ukończyć rajd i pomimo tego, że zgubiliśmy się na 30 km przed końcem, to jakimś cudem udało nam się odnaleźć na ulicy mając 500 m do mety i jako ostatnia drużyna zmieścić się w 24 godzinach. Naprawdę przyznaję, że pomimo 19 pozycji czujemy się też zwycięzcami.

2. To naprawdę dość istotne rady
a) Nie trzeba być biegaczem, ponieważ tu zawodowcy biegną a amatorzy, którzy ukończyli np. ekstremalny Rajd "Orła Bielika" nie mieli na tyle siły i przeszli całą trasę. Ja z partnerem także szliśmy.
b) Posiadać najlepiej specjalistyczne obuwie. Osobiście zachwalam takie, które ma jak najwięcej materiału (zamiast skóry), przez który odparowuje pot i woda podczas ich zamoczenia. Zapobiega to odparzeniom i powstaniu pęcherzy, które uniemożliwiają marsz. Byłem zdziwiony, kiedy w takich butach prawie wyschły mi skarpety.
c) Kilka par skarpet na zmianę (nawet 5 lub więcej). Kolega nie miał zalecanych powyżej butów, za szybko też zmienił skarpety, no i ....... jestem mu wdzięczny, że zdołał to ukończyć (odparzenia i "bąble").
d) Nie trzeba być kolarzem, ale koniecznie należy przyzwyczaić swoją pupę do siodełka. Nie przerażajcie się dystansem, bo są pkt. kontrolne, na których trzeba się zatrzymać, zadania specjalne, urozmaicony teren i sami możecie robić sobie przerwy.
e) Potrenuj czytanie mapy. Zwróć uwagę, że oprócz dróg są tam też rzeczki, mosty, wzniesienia, lasy itp. Jak się zgubisz to bardzo pomocne. Sam w ferworze walki często pomijałem drobne szczegóły co wiele razy mnie gubiło. Bez kompasu można określić kierunki geograficzne za pomocą zegarka i słońca, ale gorzej gdy ktoś słońce wyłączy. Wtedy busola lub kompas może się przydać.
f) Koniecznie należy posiadać na rower mapnik. Tego nie ma zazwyczaj gdzie kupić ale warto nawet byle jaki zrobić sobie samemu. Ostatnio mam wycięty ze sztywnego kartonu z dziurkami, przez które przeciągnąłem "system gumek", które zahaczam w różnych miejscach i mapnik jest usztywniony. Na zawodach nie miałem mapnika i po "setnym" wyjęciu mapy z kieszeni nie była ona zbyt czytelna. Ponadto dodatkowe ciągłe wyjmowanie mapy to zbędna strata czasu. Na usztywnionym mapniku da się "czytać mapę" w czasie jazdy.
g) Dla amatorów polecam koszyk na kierownicę. Jeżeli nie walczymy o pierwsze miejsce to nie pocimy pleców plecakiem, bo ląduje on w koszyku i świetnie się jedzie bez takiego obciążenia.
h) Zachwalam koszulki i spodenki odparowujące wilgoć na zewnątrz. Całe życie naiwnie myślałem, że bawełniane koszulki są najlepsze, bo miłe na ciało. Okazuje się jednak, że jak raz się spocisz to będziesz miał(a) cały czas mokrą koszulkę a kiedy jest ona ze specjalistycznej tkaniny to po chwili masz w miarę suchy kręgosłup.
i) W specjalistycznych sklepach sportowych znają się na tym i Wam doradzą. Są wyrafinowane stroje i drogie. Ale już za 200 zł można nabyć odpowiednie spodenki i koszulkę. Oczywiście można też jechać w czym się da, bo to nie jest najważniejsze ale na pewno bardzo pomocne.
j) Od początku wysiłek dostosuj do swoich możliwości. Zbyt duży wydatek energii na początku grozi bardzo szybką utratą sił. Ponadto umiarkowany wysiłek powoduje, że najpierw w organizmie spalają się tłuszcze i są przerabiane na energię a dopiero później węglowodany i cukry. W ten sposób organizm jest bardziej ekonomiczny i wydatniej wykorzysta posiadaną energię. Przy dużym wysiłku pomijane jest spalanie tłuszczy i pozostają one niewykorzystane.
k) Pomimo perspektywy kupna jedzenia i picia na trasie należy mieć pożywne batony, np. snickers. Radzę mieć ich sporo, bo nawet jak nam się wydaje, że tyle nie zjemy to przy wysiłku jednak zjemy. Wziąć ze sobą napoje izotoniczne (np. izostar w proszku, który się rozrabia) i zwykłą nie gazowaną wodę do picia. Dobrze mieć także coś w rodzaju kanapek, bo przez 24 godziny (zawodowcy ukończą to w kilkanaście godzin) zbrzydną nam słodycze. A dlaczego słodycze ? - bo najszybciej organizm przerabia je na potrzebną nam energię. Polecam także jedzenie na trasie bananów, bo są pożywne, kaloryczne i lekkostrawne. Podobno najcenniejsze są te dojrzałe (żółte z czarnymi kropkami).
l) Ważne także abyś jadł(a) zanim zgłodniejesz. Nie czekaj aż opadniesz z sił, bo w przeciwnym razie będziesz zmuszony(na) na jakiś czas przerwać kontynuowanie walki.
m) Nie daj się skusić po drodze na ciężkostrawnego i pikantnego hamburgera lub coś podobnego, bo pożałujesz tego przez następne dwie godziny (zgaga, pragnienie nie do zaspokojenia).
n) Wyczuj swój organizm. Mi udało się, bo kiedy nawet nie myślałem o jedzeniu, to co jakiś czas czułem nieokreślony impuls w żołądku i wiedziałem, że to pora kiedy muszę "zrobić sobie karmienie". Dzięki dobremu odżywianiu po zakończeniu wysiłku ok. 4 razy większego niż kiedykolwiek miałem w ciągu doby okazało się, że nie mam w mięśniach tzw. "zakwasów". Oczywiście, że jak i inni byłem "sztywniak" i prawie nie mogłem chodzić ale to nie były "zakwasy". Po godzinie od zakończenia zawodów mogłem już truchtać - pokracznie ale mogłem (co budziło zdziwienie kolegi).
o) Weź koniecznie zapasową dętkę, kilka niezbędnych kluczy itp. Polecam oczka do zerwanych łańcuchów, ale aby je założyć i zacisnąć zazwyczaj trzeba mieć czym wybić lub wycisnąć zbędny bolec. Są do tego specjalne szczypce, które także trudno kupić. Zobaczysz, że i tak zepsuje się coś czego nie zabrałeś (aś) lub nie przewidziałeś (aś) - tzw. "Prawo Marfiego".
p) Kup dobrą i lekką latarkę.


3. Zobacz na ciekawe strony:
a) www.bieganie.pl (Bardzo szeroki i mistrzowski zakres porad treningowych, o ubiorze i odżywianiu.)
b) www.republika.pl/bikerszymon (Technika jazdy w różnych sytuacjach, sprzęt, akcesoria.)
c) www.ppc.prv.pl (Dowcipne porady, różne programy do ściągnięcia, m.in.: gra rowerowa.)
d) www.tigrisunion.com (Obszerna i po polsku - m.in.: jak tanio, bo za 5,6 Euro przejechać przez Niemcy.)

odsłon: 199818

Wszelkie uwagi i propozycje dotyczące strony proszę kierować tu.